Czeski prezydent wybiera się do Argentyny i Chile


Petr Pavel wraz z małżonką Evą

Czeski prezydent Petr Pavel wyruszy do Ameryki Południowej. Mianowicie do Argentyny i Chile, w obu państwach ma się spotkać z tamtejszymi głowami państwa, czyli z Javierem Mileiem oraz José Antonio Kastem.
Prezydentowi będzie towarzyszyć jego małżonka Eva Pavlová. Czeska para prezydencka będzie ostro kontrastowała z politykami południowoamerykańskimi w tym sensie, że Petr Pavel i jego małżonka to byli aktywni komuniści, Petr Pavel rozpoczął swoją karierę w komunistycznym wywiadzie wojskowym będąc przewodniczącym komórki partyjnej w Czechosłowackiej Armii Ludowej, natomiast jego żona, również była komunistka, studiowała w czasach dyktatury proletariatu akademię wojskową, miała zostać politrukiem.
Tak Javier Milei, jak i José Antonio Kast to politycy jednoznacznie kojarzeni z antykomunizmem i wyraźnym akcentowaniem wartości sprzecznych z tymi, wyznawanymi przez czeską parę.
Jest pytaniem czy Petr Pavel, poza grzecznościowymi frazesami i gestami, będzie w stanie tam cokolwiek wynegocjować i czy będzie to w jego wykonaniu coś więcej, niż tylko kosztowna i atrakcyjna wycieczka.

Można mieć nadzieje, iż obaj prezydenci z obszaru Cono Sur są gentelmanami i nie dadzą czeskim gościom odczuć absurdalność sytuacji.

Posmak teatru absurdu ma zostać podkreślony w Chile, gdzie Petr Pavel zamierza odwiedzić Muzeum Pamięci i Praw Człowieka, czyli instytucję upamiętniającą ofiary junty wojskowej generała Augusto Pinocheta. Aktywny w reżimie komunistycznym oficer, wówczas jako oficer armii i wywiadu komunistycznego – systemu totalitarnego łamiącego prawa człowieka – ma się pochylić nad ofiarami chilijskiego reżimu autorytarnego, który w przeciwieństwie do komunizmu był w stanie wyprowadzić Chile na drogę zmierzającą do gospodarczej koniunktury. Czy czeskiego prezydenta w związku z tą wizytą nawiedzi jakakolwiek refleksja?

 

Warto zauważyć, iż obecnie trwa ostry konstytucyjny konflikt pomiędzy rządem i prezydentem. Jest to spór prestiżowy i dotyczy kwestii, kto ma reprezentować państwo na nadchodzącym szczycie NATO w Turcji. Nawiązując do obyczaju głowa państwa zamierza na spotkanie NATO pojechać jako główny przedstawiciel Czech. Jest zresztą zwierzchnikiem sił zbrojnych – argumentuje. Minister spraw zagranicznych i premier utrzymują z kolei, że to rząd jest wykonawcą polityki zagranicznej i on ponosi za te sprawy pełną odpowiedzialność. Wobec tego premier Andrej Babiš postanowił, że tym razem Czechy będą na szczycie NATO reprezentowane przez niego i szefa resortu spraw zagranicznych. To prezydent traktuje jako złamanie Konstytucji i ostro się z tym nie zgadza obstając przy swoim udziale – tak, jak to było w historii Czech dotąd.

No i jest klincz.

 

Warto zauważyć, iż obecnie trwa ostry konstytucyjny konflikt pomiędzy rządem i prezydentem. Jest to spór prestiżowy i dotyczy kwestii, kto ma reprezentować państwo na nadchodzącym szczycie NATO w Turcji. Nawiązując do obyczaju głowa państwa zamierza na spotkanie NATO pojechać jako główny przedstawiciel Czech. Jest zresztą zwierzchnikiem sił zbrojnych – argumentuje. Minister spraw zagranicznych i premier utrzymują z kolei, że to rząd jest wykonawcą polityki zagranicznej i to rząd ponosi za te sprawy pełną konstytucyjną odpowiedzialność. Wobec tego premier Andrej Babiš postanowił, że tym razem Czechy będą na szczycie NATO reprezentowane przez niego i szefa resortu spraw zagranicznych. To Petr Pavel traktuje jako złamanie Konstytucji i ostro się z tym nie zgadza obstając przy swoim udziale – tak, jak to było w historii Czech dotąd.

No i jest klincz. Petr  Macinka, minister spr. zagr., nie bez słuszności, argumentuje, że prezydent Pavel występuje jako lider opozycji i byłoby zupełnie absurdalne, gdyby na tak ważnym szczycie Czechy reprezentował przedstawiciel opozycji. Faktycznie, głowa państwa lub jej małżonka ostatnio pojawiły się na dwóch ważnych manifestacjach organizowanych przez opozycję. Co więcej, Petr  Pavel coraz częściej kontestuje niektóre posunięcia rządu – w tym i obniżenie wydatków na zbrojenie. Jest to sprzeczne, zdaniem prezydenta, ze zobowiązaniem do zwiększania tych wydatków (chodzi o wydatki rzędu 2 proc. z PKB), co wynika z przynależności do NATO i zobowiązań sojuszniczych. Na to Andrej Babiš odpowiada, że faktycznie – nie ma sensu, by o tych i podobnych sprawach na szczycie NATO dyskutował w imieniu Czech ktoś, kto się nie zgadza z polityką jego gabinetu, że najlepiej będzie jak on sam w raz ze swoim ministrem będą bronić czeskiej racji stanu i Amerykanom i partnerom wyjaśnią swoją postawę.

W międzyczasie Petr Pavel, wobec niemożności ustalenia terminu spotkania z premierem, wystosował do niego list, w którym oznajmił mu, że na szczyt się wybiera a basta. Minister spraw zagranicznych w odpowiedzi zadeklarował, że o tym, czy głowa państwa otrzyma samolot rządowy i tak decyduje rząd, a premier dodaje, że Pavel jest kiepskim negocjatorem, że niczego nie potrafi wynegocjować…

 

Zaplanowanie podróży do wyżej wspomnianych państw Ameryki Południowej przez Kancelarię Prezydencką zdaje się potwierdzać tezę, że prezydentowi wcale nie chodzi o uprawianie dyplomacji, że prędzej chodzi o to, że głowa państwa swoją funkcję traktuje jako luksusowe i darmowe biuro podróży.