Jak wybierają sędziów Sądu Konstytucyjnego w Czechach
Dla porównania:
W Czechach sędziów Sądu Konstytucyjnego mianuje prezydent, ścieżka jest następująca: prezydent wskazuje kandydatów, następnie w głosowaniu akceptuje je senat. Po mianowaniu (przez prezydenta) sędzia składa ślubowanie „na ręce prezydenta”.
Brak ślubowania „na ręce prezydenta” traktowany jest jako przeszkoda w wykonywaniu mandatu sędziego Sądu Konstytucyjnego. Nie ma żadnych wątpliwości, że w tej akurat kwestii, dotąd tego zapisu konstytucyjnego nikt w Czechach nie kwestionował.
Należy zauważyć, iż fakt, iż to prezydent jest de facto „głównym twórcą” składu tego organu konstytucyjnego jest w Czechach mocno krytykowany i proponowane są też inne rozwiązania, jakkolwiek prezydent nie do końca w tej sprawie decyduje sam. Kwestia ta powraca stosunkowo regularnie, jest omawiana, ale zmiana wymaga większości konstytucyjnej – a taką w Czechach nie sposób znaleźć
Ale zdarzyło się już, iż senat odrzucił prezydenckiego kandydata, taka osóba nie została sędzią Sądu Konstytucyjnego
Art. 85 z czeskiej konstytucji:
„Sędzia Trybunału Konstytucyjnego obejmuje swoje stanowisko poprzez złożenie przysięgi w obecności (na ręce – dosłownie) prezydenta republiki.”
Ust. 3 tego artykułu wyjaśnia
„Jeżeli sędzia odmówi złożenia przysięgi lub złoży ją z zastrzeżeniem, traktuje się go tak, jakby nie został mianowany.”
Czyli, gdyby obecna sytuacja, jaka odgrywa się w Polsce, miała miejsce w Czechach, sędziowie, którzy nie złożyli ślubowania na ręce prezydenta, zgodnie z Konstytucją, nie zostaliby sędziami tego Sądu.
Nie przypominam sobie, by do takiej sytuacji doszło.
Jeszcze jeden detal. Dla podkreślenia niezależności Sądu Konstytucyjnego siedzibę tego organu umiejscowiono poza stolicą, w której ma swoją siedzibę prezydent, rząd i parlament.
Czeski Sąd Konstytucyjny mieści się zatem w Brnie, takiej nieformalnej „stolicy” Moraw. Dla osób pracujących tam nie jest to może zbyt komfortowe położenie, ale ma to swój wymiar symboliczny, mający podkreślić fakt, iż ciało to nie ma w żaden sposób ulegać wpływom politycznym. Przynajmniej symbolicznie.
Znane są natomiast przypadki, gdy prezydent odmówił mianowania konkretnego ministra w nowo powoływanym rządzie. Są mocno kontrowersyjne (zdarzało się to różnym prezydentom) i najlepiej by było, gdyby zostały rozwiązane w ramach sporu kompetencyjnego pomiędzy prezydentem i premierem właśnie przez Sądem Konstytucyjnym. Do tej pory żadna ze stron tych sporów (było ich więcej) nie zdecydowała się na to posunięcie, gdyż jest w dyskursie politycznym uważane za „skrajne”.
